veterinarians

Wizyta u weterynarza? Nie taka straszna!

Nieważne, czy to cykliczne szczepienie, czy wizyta mająca wykazać, co jest apatycznemu od kilku dni psu – wizyta w klinice weterynaryjnej dla wielu zwierząt jest doświadczeniem przykrym, a nierzadko nawet traumatycznym. Jak sprawić, abyśmy nie musieli siłą wciągać przerażonego psa gabinetu, a pupil nie odgryzł ręki wbijającej strzykawkę?

Przed pierwszą wizytą

W myśl zasady: „czym skorupka za młodu…” należy starać się przyzwyczajać psa do nowych sytuacji możliwie jak najwcześniej. Szczenię powinno mieć za sobą pierwszą wizytę u weterynarza jeszcze w trakcie pobytu u hodowcy. Kiedy trafia w nasze ręce wraz ze swoją książeczką zdrowia, stajemy się odpowiedzialni za regularne szczepienia i zapewnienie natychmiastowej pomocy specjalisty, jeśli zajdzie taka potrzeba. Po paru dniach od przyjęcia pieska pod dach (na pewno nie wcześniej, maluch w nowym domu może czuć się jeszcze niepewny!) warto jednak wybrać się na profilaktyczną wizytę, aby wykluczyć niewykryte dotąd choroby i obecność pasożytów. I taka wyprawa to nie byle co – od jej przebiegu w dużej mierze zależy, czy w przyszłości zwierzę będzie się bać weterynarza.

Jak więc powinno to wyglądać? Po pierwsze, należy wybrać dzień i godziny, w których w przychodni nie powinno być dużo pacjentów. Kiepskim pomysłem byłoby zabranie tam zwierzęcia w niedzielny wieczór, gdy natychmiastowej pomocy potrzebują na przykład czworonogi po wypadkach. Po drugie, przed wyprawą dobrze jest zmęczyć psa atrakcyjnym spacerem czy zabawą w domu. Po trzecie, koniecznie należy zabrać ze sobą atrakcyjne smakołyki.

Pamiętajmy też o tym, że weterynarz będzie nasze szczenię ważyć, sprawdzać jego zgryz, uszy, stan skóry i pazurów (w razie potrzeby może je też przyciąć), mierzyć temperaturę ciała i sprawdzać oddech. Wszystko to wiąże się z dotykiem, nie zawsze przyjemnym. Dlatego konieczne jest, abyśmy podczas pieszczot przyzwyczajali malucha do dotykania wrażliwych części ciała takich, jak właśnie zęby czy uszy. To wszystko powinno nieść ze sobą przyjemne skojarzenia, kiedy zwierzakiem zajmie się lekarz.

W trakcie pierwszej wizyty

rottweiler

Nic nie uatrakcyjnia dla psa nowego miejsca tak bardzo jak jedzenie. Możemy nawet nie dawać szczenięciu ostatniej porcji przed wyjściem i podać mu ją w kolejce do gabinetu. Cały czas starajmy się też nagradzać go smakołykami za spokojne zachowanie w przychodni. Możemy umówić się z pracownikami, aby również karmili naszego malucha.

Jeżeli psiak będzie się trząść i piszczeć ze strachu – nie pocieszajmy go, nie przytulajmy i nie karmmy, bo może uznać to za nagrodę i osiągniemy skutek odwrotny do zamierzonego. W takiej sytuacji starajmy się odwrócić uwagę szczeniaka: mówmy do niego entuzjastycznie, wyjmijmy jego ulubioną zabawkę, poćwiczmy komendy, jeżeli jest to możliwe.

Kiedy dorosły pies ma traumę

Oczywiście, ze szczenięciem sprawa wydaje się prosta – mamy jeszcze szansę uniknąć zafundowania mu traumy. Bywa jednak, że pies trafia do nas jako dorosłe zwierzę albo po prostu – przytrafiła się nam wtopa podczas pierwszej wizyty wiele lat temu. Jeśli nasz pies jest przedstawicielem dużej rasy, to wciągnięcie go do gabinetu może być karkołomną walką. Nie oznacza to jednak, że nic się nie da zrobić!

Jeżeli do weterynarza jeździmy autem, to pytanie, czy podróże tym środkiem transportu nie kojarzą się psu z najgorszym. Jeśli tak, należy to zmienić i oswajać czworonoga poprzez częstsze jazdy samochodem. Zasady są podobne jak w przypadku młodego psa, ale trzeba uwzględnić parę dodatkowych spraw.

Przede wszystkim warto porozmawiać z personelem przychodni i poprosić o współpracę. Za każdym razem, kiedy pies przekroczy próg placówki i na wejściu przywita go radosna recepcjonistka ze smakołykami w ręce, będzie on utwierdzał się w przekonaniu, że to dobre, bo „karmiące” miejsce.

Do tego można spróbować przychodzić do lecznicy częściej. Nie musimy mieć żadnego celu – po prostu, przechadzając się w okolicy, wybierzmy drogę prowadzącą obok weterynarza, wejdźmy powiedzieć wspomnianej pani z recepcji „dzień dobry” i idźmy dalej.

Najważniejsze, aby postarać się postawić w sytuacji psa i zastanowić się nad skojarzeniami, jakie nasuwają mu się w poszczególnych miejscach i sytuacjach. Wówczas mamy szansę nad takimi skojarzeniami pracować.

Milena Traczyńska

Podoba ci się ten tekst? Udostępnij go w social mediach!

Przeczytaj także:

a dog's purpose

 

 TOP 5 filmów o psach

 

 

 

 

sad dog

 

 

Psia pogoda – czy twój pupil też może mieć chandrę?

Spread the love

2 thoughts on “Wizyta u weterynarza? Nie taka straszna!

  1. Czyli jednak nie musi być kompletnie strasznie? No i super! Przerażone zwierzaki w poczekalni kruszą serce. O wiele lepiej się robi, gdy widzimy te spokojnie czy nawet rozbawione. Oby jak najwiecej takich przypadków w przyszłości, by było lepiej i lepiej 😀

    1. Nie musi. 🙂 Ale cudnie byłoby, gdyby pracownicy przychodni też częściej angażowali się i pomagali opiekunom w pracy nad pacjentami. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *