samoyed winterfield

Rozmowy z hodowcami: Paulina Adamska i jej samoyedy z Winterfield

Na początku w moim życiu był chaos. Później sprawiłam sobie samoyeda i… chaos nabrał rozmachu. Tymi słowami mogę opisać swoją drogę przez życie z psami tej rasy. Drogę, która trwa już dość długo, a która to okazała się wyboista, kręta, ale warta przemierzania.

paulina adamska samoyed winterfield

 

Nazywam się Paulina Adamska, z wykształcenia jestem technikiem weterynarii, z zawodu grafikiem, z zamiłowania kynologiem. Mam 28 lat, a od prawie ośmiu mój rytm życia narzuca tupot białych łap, uśmiechnięte pyszczki i niezależny charakter pierwotnych psów północy. Psów, które z całym szeregiem zalet i wad zdobyły moje serce. Psów, bez których nie wyobrażam sobie życia. Wspólnie tworzymy team. Team Winterfield’s Samoyeds.

 

 

 

Milena: Pamiętam cię z forum dla psiarzy, na którym obie udzielałyśmy się ładnych parę lat temu. Wtedy była Laila w typie chińskiego grzywacza, potem pojawił się Honey – Twój pierwszy samoyed. Jak to się stało, że biała, puchata kulka znalazła się w twoim życiu?

Paulina: Od zawsze interesowały mnie psy. Jako dziecko chłonęłam wiedzę na temat pielęgnacji, zdrowia, specyfiki psów. Umiałam rozpoznawać wiele ras i bardzo chętnie wypożyczałam ze szkolnej biblioteki książki na ten temat. Któregoś razu, wiele lat temu, przeglądałam atlas ras i moją uwagę przykuł biały, puchaty pies, który radośnie uśmiechał się z obrazka. Był to Samoyed. Moje serce zabiło szybciej i oświadczyłam, że kiedyś będę takiego miała. Nie wiedziałam, jak Samoyed wygląda na żywo, nie wiedziałam, jaką ma psychikę, pozostawał mi więc tylko krótki opis w książce, mówiący tyle, że jest to rasa zaprzęgowa. Wraz z hasłem „pies zaprzęgowy” przed oczami stanęły mi Siberian Husky, o których krążyły (i krążą) legendy z serii: „trzeba biegać z nimi 20 km dziennie, uwielbiają ucieczki, zagryzają kury sąsiadów” i wiele innych… Podsumowując, wiedziałam, że rodzice nie zgodzą się nigdy na takiego psa…

samoyedNa spełnienie marzeń przyszło mi czekać aż do wyprowadzki z rodzinnego domu. Wówczas zaczęłam zgłębiać wiedzę na temat rasy… i uczciwie przed samą sobą przyznać musiałam, że na początek potrzebowałam czegoś mniejszego i mniej wymagającego. Szczególnie obawiałam się zapotrzebowania Samoyedów na ruch, bo nie prowadziłam nigdy zbyt aktywnego trybu życia (wręcz byłam typem asportowym).

Po wielu wątpliwościach sprawiłam sobie sukę w typie chińskiego grzywacza o imieniu Laila – suczkę, o której wspominasz i od której zaczęła się moja samodzielna przygoda z psami. Z czasem jednak zaczęłam szukać psiego towarzysza dla Laili. Początkowo miał to być rasowy grzywacz, jednak marzenia o Samoyedzie ciągle gdzieś świtały. Czytałam, analizowałam, zastanawiałam się, na ile w stanie jestem zmienić nawyki i w końcu zaryzykowałam. Przede wszystkim dlatego, że od początku chciałam psa, z którym będę mogła wychodzić na wspólne psie spacery ze znajomymi, który nie będzie miał problemu z kontaktem z innymi zwierzakami i nie będzie zagrożeniem dla psa małej rasy – a tak przedstawiano mi Samoyeda. I choć Samoyed wszedł w moje życie jak huragan i przewrócił całe życie do góry nogami… totalnie straciłam głowę dla uśmiechniętych psów północy.

Milena: Jak przygotowałaś się do przyjęcia pod swój dach samojeda? To północniak, więc na pewno ma specyficzny temperament. Znałaś wcześniej jakieś samojedy i miałaś okazję poznać rasę, czy może był to Twój debiut?

Paulina: Tak jak już wspomniałam – było to, moim zdaniem, ryzykowne zagranie, ponieważ przed zakupem pierwszego Samoyeda nie poznałam „na żywo” jakiegokolwiek przedstawiciela rasy. Byłam natomiast przygotowana, jak mi się wówczas wydawało, merytorycznie – dużo czytałam, rozmawiałam z hodowcami… Wiedziałam, że porywam się specyficznego psa, o specyficznej psychice. Miałam więc pewne wyobrażenie życia z Samoyedem, aczkolwiek dziś mogę powiedzieć, że wówczas zabrakło mi trochę informacji dotyczących  „złej strony” rasy, przez co nie do końca byłam gotowa na to, co nastąpiło po nabyciu pierwszego z białych psów, Honeya – mimo wnikliwego przeanalizowania „za i przeciw”. Może dlatego dziś raczej zniechęcam ludzi niż zachęcam do zakupu Samoyeda (śmiech).

Milena: Czego Honey nauczył cię o rasie? Zaskoczył cię czymś, czego nie wiedziałaś od hodowców czy z książek?

Paulina: Honey nauczył mnie przede wszystkim cierpliwości, cierpliwości, cierpliwości i… czy wspominałam już o cierpliwości? Kiedyś wydawało mi się, że każdy pies działa tak samo, że każdego da się wszystkiego nauczyć, aby chodził jak w zegarku. Jeden szybciej, inny wolniej, ale generalnie uważałam za bzdurę teorię, jakoby pies pierwotny różnił się wielce od każdego innego psa. Tak, to było bardzo dawno temu. 🙂 To typowe twierdzenie wielu osób, które z rasami pierwotnymi nie miały zbytnio do czynienia. Wielu osobom łatwo przychodzi ocena, że właściciele psów pierwotnych są po prostu leniwi, skoro pies sprawia problemy i nie jest idealnie usłuchany. Nie przeczę: zdarzają się właściciele, którzy pod przykrywką: „to pies pierwotny, nie da się” po prostu ze zwierzęciem nie pracują. Ale należy zdać sobie sprawę z tego, że pies pierwotny funkcjonuje w inaczej niż choćby owczarek. Honey nauczył mnie, że książkowe słowa: „Samoyedy szybko się uczą” mają drugie dno. Owszem, Samoyedy szybko się uczą, ale jeszcze szybciej zaczynają stosować zasadę: „za darmochę sam sobie to rób” na przemian z: „nie wiem, czy mi się chce, zastanowię się”. Te psy to inteligentni indywidualiści, którzy za każdym razem analizują dokładnie opłacalność wykonania zadania. Po świetnie układającej się współpracy z chińskim grzywaczem bardzo frustrowało mnie, że nie rozumiałam, co robiłam nie tak. Nawet świetnie utrwalona komenda z czasem była wykonywana byle jak albo wcale… podczas gdy grzywaczka za samą pochwałę była gotowa wykonywać polecenia, Honey na współpracę musiał mieć humor i świadomość, że nagroda się opłaci. Nie jest to raczej pies, który będzie pracować za samo: „dobry piesek”.samoyed

Samoyed łatwo też się rozprasza, więc skuteczniejsze są od rzadkich i długich sesji są częste i krótkie. Dlatego Samoyedy, choć są chętne do współpracy, są wybiórczo posłuszne i cierpią na wybiórczą głuchotę, na co narzekają właściciele tych psów. Praca z Samoyedem wymusiła na mnie więc stałe szukanie sposobów na motywowanie psa. Udało się nam przy odrobinie wysiłku i ogromie cierpliwości wiele wypracować, ale nie spodziewałam się, że właśnie TO kryje się za słowami: „chętnie się uczy”. Natomiast każdy sukces wychowawczy z psem niezależnym, okupiony ciężką pracą, jest szalenie satysfakcjonujący.

Samoyed zaskoczył mnie również ogromem miłości, jaką darzy ludzi. To psy z przysłowiowym „sercem na dłoni”: bardzo towarzyskie, uczuciowe i potrzebujące bliskości człowieka. Choć nie należą do małych, są delikatne wobec dzieci, bardzo wyrozumiałe i cierpliwe (ale, jak przy każdym psie, kontakty na linii pies-dziecko powinny być nadzorowane). Niektóre Samoyedy wykazują też silny instynkt pasterski (wszak służyły kiedyś także do pilnowania stad reniferów). Większość nie ma skłonności łowieckich. Mój Honey jest wspaniałą nianią dla małych zwierząt – świnek morskich czy osieroconych kociąt, które trafiły do nas na odchowanie. Serce mi miękło, gdy widziałam tę delikatność białego olbrzyma. Nie są to też psy konfliktowe, choć zdarzają się charakterne osobniki. Zwykle nie mają problemów w relacjach z innymi psami.

Mają trochę kocią naturę – w tym dobrym sensie. Dla mnie są to wulkany pozytywnej energii. Nawet jeśli broją, nie potrafię długo się na nie gniewać, kiedy robią swoje uśmiechnięte, niewinne miny, pacają łapą („daj spokój”) i wymuszają przytulanie.

Milena: Co sprawiło, że Honey został prawdziwą gwiazdą na ringu wystawowym, a z czasem postanowiłaś zacząć hodować te piękne psy?

Paulina: Chciałabym opowiedzieć jakąś zdumiewającą historię, ale zaczęło się zwyczajnie. Znajomi wystawiali swoje psy, więc i ja postanowiłam spróbować sił z Hanusiem. Pojechaliśmy na pierwszą wystawę i… przegraliśmy. Z kretesem. Dzień przed debiutem Honey zaliczył pierwszą wylinkę podczas kąpieli, a ja – jeszcze niedoświadczona – nie umiałam sobie z tym poradzić. Pies mi się trochę skołtunił, a ja – emocjonalnie podchodząc do tematu, wylewając litry łez – postanowiłam jechać mimo wszystko. Na tle innych Samoyedów Honey wyglądał jak zaniedbany burek, nie umiał też się zachować w ringu, gdyż okazało się, że co innego ćwiczenia na własnym podwórku, a co innego wystawa z ogromną liczbą psów. Honey zajął ostatnie miejsce. Zasłużenie, ale byłam na siebie zła, że poszło tak źle i postanowiłam popracować nad groomingiem oraz handlingiem (sztuką wystawiania). Prawie dwa miesiące później znów zjawiliśmy się na wystawie – tym razem przyłożyłam się do przygotowania szaty, a pies zachowywał się znacznie lepiej. Po raz pierwszy został wtedy Zwycięzcą Rasy. Później zostawał nim wielokrotnie. I tak wsiąkłam w ten świat.  Honey podobał się sędziom, dlatego zdecydowaliśmy się pokazywać go także w innych krajach. Dziś nie jest to ten niedoczesany burek z pierwszej wystawy. Dziś jest Interchampionem oraz Championem sześciu krajów.

Z Hanusiem postanowiliśmy też spróbować sił w sportach zaprzęgowych. Zaczęło się od canicrossu, bo to najłatwiej uprawiać z jednym psem. Później kupiliśmy specjalną hulajnogę do sportów zaprzęgowych. Świat psich sportów wciągnął nie tylko mnie, ale także moją rodzinę. Siostra jest dziś licencjonowaną maszerką Polskiego Związku Sportu Psich Zaprzęgów. Mamy na koncie różne starty i choć Samoyedy są najwolniejszymi psami północy – startowanie z nimi daje nam ogromną satysfakcję.

samoyed

Praca z Hanusiem, zarówno pod kątem wystaw, jak i sportów, dawała i daje mi tyle radości, że kwestią czasu było pojawienie się innych Samoyedów. Jeśli jest coś wspanialszego od jednego Samoyeda… to jest to cały zaprzęg Samoyedów!

Moją przygodę z rasą najlepiej oddają słowa, które napisałam od serca na mojej stronie internetowej www.winterfield.pl:

„Nasza przygoda z Samoyedami zaczęła się – jak to bywa – od wyjątkowego szczenięcia, które zmieniło nasze życie… Z którym poznawaliśmy blaski i cienie życia z Samoyedem. Z którym stawialiśmy pierwsze kroki w ringach wystawowych podbijając z czasem kolejne europejskie kraje i zdobywając pierwsze Championaty. Z którym stawialiśmy pierwsze kroki w sporcie psich zaprzęgów, udowadniając po wielu latach nieobecności Samoyedów na zawodach, że Samoyed to nie tylko piękny towarzysz życia, ale przede wszystkim imponujący pies pracujący. To on pokazał nam, czym jest prawdziwa ludzko – psia przyjaźń. Czym jest bezwarunkowa miłość. Czym jest troska o psa, który jest nie tylko towarzyszem życia, ale przede wszystkim członkiem rodziny. To dzięki niemu ocieraliśmy pierwsze łzy wzruszenia w wyjątkowych wspólnych chwilach i łzy radości ze wspólnych sukcesów. Czasem wielkich, jak sukcesy wystawowe lub ukończona wspólnie trudna trasa podczas zawodów, gdzie pies pomaga pokonać Ci własne słabości. Czasem malutkich, takich jak pierwsza podana na komendę łapka… To dzięki niemu zrozumieliśmy, że życie bez Samoyeda nie jest dla nas. Kwestią czasu byli więc kolejni domownicy. Razem kroczymy przez życie, czerpiąc z niego garściami i sięgając po to, co w ludzko – psim życiu jest najważniejsze – po prostu radość z codzienności.”

Milena: Nie masz czasem wrażenia, że ludzie – widząc samojeda, huskiego, alaskana, ogólnie przedstawiciela rasy z V grupy FCI – widzą jedynie rozkoszny pyszczek, niebanalną urodę i pociągającą pierwotność? Uważasz, że wygląd tych psów może być dla nich krzywdzący, gdy ktoś przeocza równie niebanalny charakter tych zwierząt?

Paulina: Niestety, to nie tylko wrażenie – to fakt. Wiele osób porywa się na psy północy, sugerując się jedynie ich wyglądem, myśląc, że charakter rasy nie ma większego znaczenia. W efekcie coraz więcej psów ras pierwotnych szuka nowych domów, wiele ląduje w schroniskach, bo właściciele nie rozumieją ich psychiki i potrzeb. Dotyczy to przede wszystkim Siberian Huskych i Alaskan Malamutów, ale ostatnimi czasy Samoyed również przeżywa „boom”, co widać w schroniskach czy fundacjach. Dlatego osobiście staram się dużo mówić o wadach rasy. Żyjesz nie tylko z wyglądem psa, który – fakt – jest zachwycający, ale przede wszystkim z charakterem zwierzęcia. Przez kilkanaście lat. Pies musi do ciebie pasować, inaczej oboje będziecie się męczyć. Nierozumiany Samoyed jest psem nieszczęśliwym. Nieszczęśliwy pies jest psem problematycznym. Dlatego szalenie istotne jest świadome podjęcie decyzji o wyborze właśnie tej rasy – licząc się z potencjalnymi, niemiłymi zaskoczeniami.

samoyed puppy

Milena: Samojedy mają zjawiskową szatę. Jak wygląda pielęgnacja takiej sierści?

Paulina: Wbrew pozorom pielęgnacja nie jest trudna. Dobry gatunkowo włos Samoyeda ma właściwości samoczyszczące. Nawet ubrudzony po czubki uszu pies odzyskuje dawną biel po wyschnięciu – na zasadzie: „się wysuszy, się wykruszy”. Wystarczy później sprzątnąć powstałą piaskownicę w miejscu, w którym pies sechł. Swoje Samoyedy czeszę raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie. Te wystawiane kąpię raz w miesiącu i przed wystawą, te na emeryturze wystawowej kąpię raz na dwa – trzy miesiące. Kąpiel bywa czasochłonna, a wielu groomerów nie chce przyjmować Samoyedów w swoich salonach. Ze względu na bardzo gęstą okrywę włosową namydlenie, płukanie i suszenie Samoyeda zajmuje sporo czasu. Włos Samoyeda nie wymaga jakichś wymyślnych kosmetyków. Wystarczy dobry szampon do białej sierści lub głęboko czyszczący, najlepiej z linii groomerskiej. Od czasu do czasu można użyć odżywki witalizującej. Suszenie zależy od mocy suszarki i trwa zwykle do kilku godzin. Osobiście polecam inwestycję w specjalną suszarkę stołową (tzw. „dmuchawę”), która zredukuje czas suszenia do minimum.

Młode Samoyedy mają bardziej miękką sierść niż dorosłe, stąd mogą mieć tendencję do filcowania się sierści za uszami i w pachwinach. Wówczas należy systematycznie i z większą częstotliwością wyczesywać strategiczne punkty. Niektórzy stosują też spraye ułatwiające rozczesywanie. U nas do tej pory nie były one niezbędne, gdyż nasze psy nie mają tendencji do kołtunienia.

Trudny może być okres linienia. Zdarza się raz–dwa razy w roku. U suczek jest to też związane z cyklem hormonalnym (linieją przy cieczkach i po ciąży). Wyczesuje się wówczas ogromne ilości sierści… W związku z tym jest ona wszędzie: na ubraniach, na dywanach, na żyrandolu i w jedzeniu… Wspomniana dmuchawa pomaga pozbyć się martwego podszerstka w krótszym czasie. Jeśli dmuchawy nie mamy, pozostaje nam żmudne wyczesywanie.

samoyedZbrodnią pielęgnacyjną jest ogolenie Samoyeda. Niektórzy myślą, że w ten sposób ulżą psu, szczególnie latem. Wbrew pozorom gęsta okrywa włosowa chroni zwierzę nie tylko przed zimnem, ale też przed gorącem. Ostrzyżony Samoyed jest podatny na oparzenia słoneczne. Krótki włos nie zapobiega także linieniu – pies nadal będzie gubić podszerstek, tylko będzie on na tyle krótki, że utrudnione będzie sprzątanie. Co istotne, włos Samoyeda jest dwuwartwowy. W związku z tym, jeśli ostrzyżemy Samoyeda i włos zacznie odrastać, puszysty podszerstek zacznie plątać się z odrastającym włosem okrywowym, zbijając się w filc. Szata jest wówczas bardzo trudna w pielęgnacji.

Milena: Jakie problemy behawioralne są specyficzne dla rasy?

Paulina: Po pierwsze: szczekliwość. Często bezzasadna. Wiele osobników rozpoczyna dzień od ujadania, szczeka z błahych powodów i kończy dzień głośnym obwieszczeniem, że… dzień się kończy. Bywa to uciążliwe, szczególnie jeśli mamy mało tolerancyjnych sąsiadów. I ciężko walczyć z gadatliwą naturą, gdy trafi się nam wyszczekany egzemplarz.

Po drugie, dużym problemem behawioralnym bywa niszczenie rzeczy i przestrzeni. Samoyedy to psy bardzo towarzyskie, które łatwo się nudzą. Znudzony i samotny Samoyed znajdzie sobie zajęcie sam – przekopie ogród, wyrywie krzaczki, ogryzie meble. Jeśli ktoś uważa, że jest potencjalnie idealnym właścicielem Samoyeda, bo ma duży ogród – może się zdziwić. Żadna przestrzeń nie zastąpi psu obecności człowieka. Pozostawiony sam sobie może być źródłem spustoszenia i niestety – często tak się dzieje. Czasem także pomimo intensywnych treningów, które mają na celu ukierunkowanie energii psa. Zapędy destrukcyjne są jedną z najczęstszych przyczyn oddawania Samoyedów. Oczywiście, są egzemplarze, które są grzeczne i dobrze znoszą chwile samotności, więc nie można generalizować. Natomiast trzeba być świadomym, że Samoyed – poza ruchem – potrzebuje przede wszystkim uwagi człowieka i zajęcia, które będzie stymulować umysł. W chwili obecnej mam trzech przedstawicieli rasy. Honey okazał się prawdziwym tajfunem, mój drugi Samoyed – Ciastek – nigdy niczego nie zniszczył, zaś trzeci – suczka Cini – lekkie skłonności ma, ale w czas je utemperowaliśmy. Są różne sposoby radzenia sobie z tym problemem. Czasem wystarcza zwiększona dawka ruchu plus zajęcie, np. w postaci wypełnionego smakołykami Konga. Często problem ustaje z wiekiem, ale bywa to naprawdę uciążliwe. Sam wątek: „Niszczenie domu, demolowanie mieszkania” na forum MójYed ma obecnie 46 stron – to dość wymowne.

Kolejny problem: nauka czystości. Mam doświadczenie z wieloma psami różnych ras i przysięgam – tak opornych psów na naukę czystości jak Samoyedy nie spotkałam. Pomimo systematyczności, pilnowania niemal całą dobę trwa to u niektórych osobników bardzo długo. Wielu właścicieli Samoyedów narzeka na samojedowych forach i facebookowych grupach, że ponad półroczny pies, pomimo nauki od pierwszych dni, potrafi załatwiać się w domu. Tu pozostaje niestety tylko cierpliwość i konsekwencja.

samoyed

Milena: Jakie problemy zdrowotne są specyficzne dla rasy?

Paulina: Jak to u przedstawicieli ras dużych i średnich – u Samoyedów występują różne problemy ortopedyczne. Najczęściej są to krzywice (z wadami postawy) oraz dysplazja bioder. Występują też choroby oczu, głównie katarakta oraz RD (dysplazja siatkówki) i PRA (postępujący zanik siatkówki). Stąd szalenie istotne jest, by wybierać szczenięta rodzicach badanych pod kątem dysplazji bioder i dziedzicznych chorób oczu. Jeśli rodzice są wolni od tych schorzeń, ryzyko wystąpienia problemu u szczeniąt jest ograniczone do minimum.
Na szczęście znakomita większość hodowców psy bada przed rozrodem i do hodowli dopuszcza tylko osobniki zdrowe.

Milena: Samoyed – to pies dla kogo?

Paulina: Przede wszystkim jest to rasa dla aktywnych osób, które szukają towarzyskiego psa, pozytywnie nastawionego do świata. Psa beztroskiego, trochę kociego w swej niezależności, ale bardzo ceniącego towarzystwo człowieka. Przede wszystkim jest to dobra opcja dla osób, które rozumieją specyficzną psychikę ras pierwotnych i nie oczekują od psa, że będzie „na każde skinienie palcem”. Zrozumiany Samoyed to Samoyed szczęśliwy i niesprawiający większych problemów… Zaś szczęśliwy Samoyed to pies, który odda swoim ludziom  serce i włoży w codzienne, szare życie ogrom pozytywnej energii.

Milena: Dziękuję za rozmowę.

WINTERFIELD’S SAMOYEDS

http://winterfield.pl/

https://web.facebook.com/TypicalSamoyed/

https://www.youtube.com/channel/UC6MeihB7-MF-bqEwvxIhPmw

http://e-samoyed.pl/

samoyed

Spread the love

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *