czy ludzie na wsi są okrutni wobec zwierząt

Wsi spokojna, wsi okrutna? – czy na wsi ludzie znęcają się nad zwierzętami bardziej

Dzieciństwo spędziłam na wsi. Obecnie mieszkam we Wrocławiu. I, prawdę mówiąc, trafia mnie, kiedy czytam w „internetach” opinie, że najgorsi zwyrole wobec zwierząt muszą być zapijaczonymi Andżejami z siekierą i wypowiedziami znacznie odbiegającymi od poprawnej polszczyzny.

W sieci było ostatnio głośno o Franku – piesku, któremu ktoś odciął głowę. Na Facebooku, pod postem na ten temat udostępnionym przez jakąś fundację, rzuciły mi się w oczy komentarze internautów: „j*bane wieśniaki”, „trzeba w końcu coś zrobić z tymi wsiurami” itepe, itede. Ach, ależ się we mnie zagotowało!

Czy ludzie na wsi są okrutni wobec zwierząt?

Są. I teraz opowiem o kilku traumatycznych dla mnie wspomnieniach. W dzieciństwie miałam okazję widzieć, jak jeden z sąsiadów obrzucił kamieniami bezdomnego szczeniaka, który znalazł się na jego posesji w poszukiwaniu pożywienia i kontaktu z człowiekiem. Spacerując z własnym psem, znalazłam porzucone, poćwiartowane ciało innego szczenięcia. W jednej z sadzawek, również na spacerze z moim Atosem, zdarzyło mi się dostrzec worek, z którego wystawało ciało średniej wielkości kundelka. Słyszałam o panu z naszej okolicy, który po pijaku wyładował nerwy, łapiąc za ogon kota i uderzając nim o ścianę, dopóki zwierzę się nie wykończyło. Żaden z oprawców tych czworonogów nigdy nie odpowiedział za swoje bestialstwo. Kiedy masz kilka lat, możesz tylko patrzeć i zamierać, nie rozumiejąc, dlaczego dorośli robią takie rzeczy.

Naturalnie, są i tacy, którzy zapewniają swoim pupilom jak najlepsze warunki. Czy należą do mniejszości? Nie wiem, trudno mi powiedzieć. Wiem tylko, że na wsi psy i koty najczęściej pełnią inne role niż ich pobratymcy mieszkający w miastach, w mieszkaniach. Stąd są inaczej traktowane. Łatwo więc tu wywnioskować, że poczucie odpowiedzialności i empatia wynikają niejako z „ukulturowienia” i wykształcenia, których brakuje wielu osobom spędzającym całe życie na prowincji. Tylko jest jedna rzecz: to bullshit. Kompletny. Nie musisz być osobą oczytaną, żeby wiedzieć, że psu należy się miska, buda (albo wstęp do mieszkania), opieka weterynaryjna i kontakt z człowiekiem. Naprawdę, wystarczy dobre wychowanie. Albo indywidualna wrażliwość oraz inteligencja. To nie ilość przeczytanych w życiu książek ani zdolność pięknego wysławiania się czynią człowieka empatycznym. 

Dlaczego więc wielu tak chętnie oskarża ludzi ze wsi o bestialstwo? To proste – na prowincji każde okrucieństwo bardziej rzuca się w oczy, bo i wszystkiego jest mniej. 

Czy ludzie w mieście są okrutni wobec zwierząt?

Są. Najbardziej jaskrawym dowodem były dla mnie dwa lata wolontariatu we wrocławskim schronisku dla zwierząt. Trafiały do niego dziesiątki psiaków, za które wrocławianie nie umieli wziąć odpowiedzialności. Były psy i koty chore, mające problemy behawioralne, sfrustrowane spędzaniem samotnych godzin w ciasnych mieszkaniach. Były zwierzęta pobite i okaleczone. Mnóstwo bardzo smutnych historii. A przecież ktoś te czworonogi oddaje. Ktoś je wyrzuca na ulice, z których są odławiane. Ktoś się nad nimi znęca, gdy TOZ interweniuje.

Ale zostawmy na chwilę schronisko. Jakiś czas temu ktoś opowiedział mi o ujadającym przez wiele godzin dziennie labradorze. Pies wyjątkowo łaknący kontaktu z ludźmi nie wychodzi na spacery, siedzi w mieszkaniu zupełnie sam, jego zaniedbana sierść śmierdzi. A jego pani? Kobieta ponoć wykształcona! Sąsiedzi najwyraźniej przywykli do ciągłego szczekania, bo żaden nigdzie tego nie zgłosił. I czy to nie jest okrutne? A co z wyprowadzaniem psów na co dzień w kolczatkach? Powszechnie wiadomo, że to dla psiego zdrowia (fizycznego i psychicznego) nic dobrego. Co z przekarmianiem domowych zwierzaków i zaniedbywaniem spacerów? Toż to wpędzanie czworonoga w poważne problemy zdrowotne. 

O ile na wsi każde przewinienie sąsiada widać jak na dłoni, to w mieście tak ludzkie, jak i zwierzęce dramaty giną na zatłoczonych ulicach i w ścianach mieszkań. Ale wystarczy wybrać się choćby właśnie do schroniska, aby zrozumieć, że skala okrucieństwa wszędzie jest porównywalna.

Krótko mówiąc: polecam trzy razy pomyśleć, zanim nazwie się jakąś grupę mniej lub bardziej okrutną w stosunku do zwierząt. Miejsca zamieszkania ma tu najmniejsze znaczenie. Proszę po prostu myśleć. Jak to kiedyś gdzieś powiedział Michał Piróg: „używajcie, Państwo, mózgów”.

Milena Traczyńska

Podoba ci się ten tekst? Szczeknij o nim w social mediach!

Przeczytaj także:

Psi nos – fakty, które mogą cię zaskoczyć

Wiosna, psy i kupy – z mniej oczywistej strony

Spread the love

1 thought on “Wsi spokojna, wsi okrutna? – czy na wsi ludzie znęcają się nad zwierzętami bardziej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *