schronisko dla zwierząt wrocław

Szczęście liczy się w piłkach i litrach wody w basenie

Do schroniska nie trafiają wyłącznie kundelki w podeszłym wieku. Boksy regularnie zasilają pieski w typie labradorów, huskich, amstaffów, spanieli i (moich ukochanych) owczarków niemieckich. Często są porzucane w młodym wieku, bo opiekunowie kierujący się przy wyborze psa modą zderzają się z rzeczywistością i nie mogą podołać specyficznym wymaganiom rasy. 

8-10 miesięcy to u psa taki wiek jak u człowieka 13-16 lat. Rozpiera cię energia, pojawia się swoisty bunt i w ogóle – jesteś generalnie dość okropny(-a) dla otoczenia. Dobrze pamiętam ten czas u mojego owczara: ciągnięcie na smyczy, ujadanie „bez powodu”, olewanie wyuczonych komend, zachowania każące podejrzewać, że pies ma ADHD. Z tego powodu, gdy dzisiaj wyprowadzałam dwóch podrostków, nie umiałam na nich spojrzeć inaczej niż z ogromnym rozczuleniem i wyrozumiałością.

W boksie były dwa psy: oba mające poniżej roku, krótkowłose i przypominające owczarki. Odbijały się od ścian i krat niczym wprawione w ruch kauczuki. Chciałam wziąć na spacer czarnego, o uroczym imieniu – Koksik, bo wydawał mi się spokojniejszy, a moja ręka musiała odpocząć po spacerze z bardzo silnym i aktywnym labradorem. Jednak drugi – anorektyczna i zminiaturyzowana wersja Szarika – z najwyższym poziomem atencyjności zaczął skakać na pana pielęgniarza niczym osioł ze „Shreka” krzyczący: „Ja! Ja! Wybierz mnie!”. Dopiął swego. Za chwilę znalazł się na końcu mojej smyczy. Pan pielęgniarz westchnął, wskazał palcem na psiaka i powiedział: „uważaj, on nie ma mózgu”. Spojrzałam na rozemocjonowanego czworołapa. „Nie martw się”, rzekłam, „mi też tak mówią, więc trafił swój na swego”. I poszliśmy. Miałam nadzieję, że na tym spacerze przynajmniej jego mózg znajdziemy. 

schronisko dla zwierząt wrocław

Borys jest chudy. Ma patyczaste łapy i w ogóle jest mało proporcjonalny, w tym wszystkim jednak – naprawdę uroczy. Jego wielkie uszy stoją jak dwa radary, a dużym, migdałowym oczom trudno się oprzeć. I chód ma bardzo owczarkowy – lekki i płynny. Na początku spaceru trudno mi było go jednak podziwiać, bo napierał do przodu jak pendolino. Postanowiłam sprawdzić, jak bardzo źle jest z jego nadpobudliwością emocjonalną. Zaciągnęłam go na tyły schroniska i usiadłam w cieniu, uniemożliwiając mu poruszanie się dalej niż na długość smyczy. Spodziewałam się wielkiego skowytu i afery, bo tak permanentnie pobudzone psy nie umieją usiedzieć czy ustać w bezruchu przez dwie sekundy. Jakież było moje zdziwienie, gdy mały po chwili skupił się na mnie i za kawałek kabanosa poprawnie wykonał komendę „siad”. Udało mi się pogłaskać jego kościsty grzbiet i zrobić mu parę fotek, gdy stał dumnie wyprostowany. Potem parę razy skorzystał z postawionych na terenie baseników, a także poobserwował grzecznie inne psiaki, siedząc przy torze przeszkód. Kiedy rzucałam mu piłkę na wybiegu, szybko załapał, że musi mi ją przynieść i oddać, jeśli chce dalszej zabawy. Więc wcale nie było najgorzej! Mówienie do niego, wydawanie mu prostych i możliwie jak najbardziej czytelnych komunikatów sprawiło, że nawiązaliśmy jakieś porozumienie. Znalazły się więc zalążki mózgu w tym sympatycznym łebku!

schronisko dla zwierząt wrocław

 

schronisko dla zwierząt wrocław

Potem przyszedł czas na kolegę, Koksika. Koksik jest w podobnym wieku co Borys i został oddany przez swojego opiekuna. Jest ciemniejszy, większy i ma więcej ciałka niż jego kumpel z boksu. I jest silniejszy. Odczułam to od pierwszego szarpnięcia smyczą. Smakołyki? Gdzie tam! Świat poza kratami był dla Koksika zbyt absorbujący, żeby przejmować się jakąś obcą babą i kabanosami, które miała w kieszeni. Ech. Zależało mi, żeby ten spacer nie był wyłącznie szarpaniną bez porozumienia, dlatego od razu wybrałam się na wybieg, gdzie dzieciak mógł się wyszaleć i ogarnąć. Ależ biegał! Ależ skakał! Nie wiem, ile okrążeń wzdłuż ogrodzenia zaliczył, ale naprawdę dużo. A potem odkrył, że obok prowizorycznego baseniku utworzyła się kałuża. I się zaczęło… Zaczął w niej grzebać, rozbryzgując błoto na wszystkie strony, popiskując i szczekając z ekscytacji. Po dłuższej chwili podniósł łeb. Cały był umorusany. 

– Może ja zaprowadzę cię do wybiegu świnek, przyjacielu? – zaproponowałam, patrząc na to absolutnie brudne szczęście.

Naprawdę był szczęśliwy. Ale mnie i mojej (wczoraj upranej!) jasnej torbie leżącej na ławce zdążyło się oberwać błotem. Biorąc pod uwagę, że miałam jechać autobusami przez pół Wrocławia, nie chciałam wyglądać tak jak ten pies w owej chwili. Gdy się odsuwałam, on podchodził, jakby chciał powiedzieć: „ciotka, no co ty! błoto jest super, zobacz!”. Wrzuciłam więc piłkę tenisową do baseniku w nadziei, że Koksik za nią wskoczy i siłą rzeczy umyje swoje czarne dupsko. Zadziałało! Ależ on był uradowany! Podskakiwał w tej wodzie, podrzucał pyskiem i łapami piłkę, sam nie wiedział, co robić najpierw. A potem wyskoczył z tej wody i zaliczał kolejne okrążenia wokół boksu. A na końcu po prostu położył się w cieniu i przyszedł czas na głaskanko i drapanko. Uwierzcie, od bardzo dawna nie widziałam czegoś równie radosnego. Schronisko jest smutnym miejscem, jeśli weźmiemy pod uwagę historie jego podopiecznych, ale czas spędzany z tymi zwierzętami to jedna z najbardziej pozytywnych rzeczy, jakie mi się przytrafiają. 

schronisko dla zwierząt wrocław

 

schronisko dla zwierząt wrocław

schronisko dla zwierząt wrocław

 

Wspieraj adopcję wrocławskich schroniaków – udostępnij ten tekst w social mediach!

Przeczytaj również:

Figa bez maku, ale spaceru nie było

Kiedy umiera ich człowiek – historia Agi i Kamy

Spread the love

1 thought on “Szczęście liczy się w piłkach i litrach wody w basenie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *